Życie pozapsychotropowe

Kiedy życie zaczyna boleć

Tytuł tej książki tak mnie zaciekawił, że nie mogłam odmówić sobie przyjemności jej przeczytania. I nie chodzi mi o przyjemność z cyklu latte z tortem bezowym. Historia głównego bohatera daleko odbiega od słodkiego, pluszowego i różami usłanego życia. Ciężko było przewidzieć, co mnie czeka, ale na szczęście fabuła jest tak wciągająca, jak wszystkie „używki”, o których autor wspomina na kolejnych stronach książki. Mój zachwyt bez przerwy mieszał się z uczuciem obrzydzenia. „Życie pozapsychotropowe” wzbudza skrajne emocje a wrażenia po tej lekturze pozostają na długo.

Fabuła

Autor, narrator i główny bohater to ta sama osoba – cierpiący na chorobę afektywną dwubiegunową 30-letni Karol. Właściwie czytamy dziennik, w którym dowiadujemy się bardzo intymnych szczegółów z jego życia. Nieodłączną towarzyszką codzienności jest choroba, z którą zmaga się główny bohater. Każdego dnia walczy, żeby chciało mu się wykonać najprostsze czynności. Apatia, brak chęci, dół głęboki jak Żuławy Wiślane przeplata się z innym zupełnie skrajnym nastrojem hiper aktywności. Wtedy w grę wchodzą ciężkie narkotyki i trudne do zrozumienia podboje miłosne Karola.

Brud, smród, seks, dragi, ból egzystencji, samotność, brak akceptacji, krzyk, agresja, przemoc wszystko widzimy, ale jako zdrowi ludzie niewiele z tego rozumiemy. Zupełnie jak najbliższe dla Karola kobiety – jego matka i przyjaciółka. Żadna nie umie do niego dotrzeć. Obydwie mają problem z pogodzeniem się, że jest chory. Wydawałoby się, że to właśnie rodzina wie najlepiej jak pomóc choremu. Niestety pomimo najlepszych chęci skutek jest wprost przeciwny od zamierzonego. Trudne relacje osobiste jeszcze bardziej dobijają głównego bohatera. Toksyczny związek pogłębia depresję. Na domiar złego przyjaciółka namawia go do rzucenia leków, które według niej pogarszają jego stan. W końcu dochodzi do nieudanej próby samobójczej.

Kolejny interesujący epizod to pobyt Karola w szpitalu psychiatrycznym. Tu zaczyna się „jazda bez trzymanki”. Bezduszność i obojętność lekarzy, jedzenie porównywalne w smaku do pomyj, znowu niewyobrażalny smród, inni wariaci, pampersy i alkoholicy. Opisy do bólu odrażające. Wszędzie ludzkie odchody, smarki, rzygi i inne wydzieliny. Życie w szpitalu  jest dla głównego bohatera prostsze i nawet przyjemniejsze niż to na własną rękę. Regularne leczenie daje efekty, ale nie rozwiązuje problemu. Karol w końcu znajduje się wsród „swoich”. Takich samych jak on, pogubionych w życiu ludzi, których choroby psychiczne wykańczają.

Bo w piździe nie ma dżemu? Bo tak. Bo mam dość. Bo mam wrażenie, że świat zupełnie o mnie zapomniał. Bo za każdym razem, kiedy wychodzę z domu, wiem, że nie należę do tego świata. Każdy krok poza mój dom to jak krok naprzód w nieznane.

Styl

Autor nie oszczędza czytelnika i serwuje bardzo naturalistyczne opisy, przyprawiające w osłupienie nie jednego konesera mocniejszych słownych wrażeń. Jego styl porównać można do Charlesa Bukowskiego a na naszym rodzimym podwórku do Andrzeja Stasiuka. Strumień świadomości prowadzący fabułę ma kształt sinusoidy. Na przemian otrzymujemy zestaw skrajnych emocji, które targają głównym bohaterem. Autor pisze o swoich doświadczeniach. Dziennik pozostaje formą terapii jest pełen trafnych porównań, czasem zabawny, ale przede wszystkim do bólu autentyczny.

Fragmenty książki przyprawiają o zawroty głowy, mdłości i bóle brzucha. Momentami aż mnie wykrzywiało. Narrator jest jednocześnie sarkastycznym obserwatorem i nie radzącym sobie z życiem, zagubionym, ciężko chorym mężczyzną. Wszystkie te zabiegi stylistyczne pozwalają czytelnikowi „wejść” do głowy głównego bohatera i poczuć na własnej skórze jego zmagania z chorobą. W książce można znaleźć także fragmenty wiadomości e – mail lub sms, jakie Karol otrzymuje od swojej przyjaciółki. Taki zabieg pomaga zrozumieć toksyczność relacji, która tylko pogłębia chorobę.

Jesteś normalny czy masz coś z głową? Prosiłam Cię dziś o spotkanie, nawet nie raczyłeś odpisać. Czy ciągle muszę się dopominać o uczucia? Gówno mnie obchodzi, że jesteś śpiący. Wymówka godna dziecka z podstawówki. Mam już Ciebie dość. Czego Ciebie uczą na tej terapii? Chodzisz już tyle czasu i nic z tego nie masz. Zrezygnuj bo nic Ci ona nie  daje.

Refleksja

Choroby psychiczne są owiane pewnym tabu i tu w Polsce niewiele tak naprawdę uświadamia się społeczeństwo, jak postępować z osobami chorymi. Książka jest cudowna ponieważ ma to drugie dno to edukacyjne, którego nawet najlepsza kampania społeczna nie jest w stanie zapewnić. Mamy tam jasne wskazówki, jak postępować wobec chorych, czego nie robić. Wystarczy trochę empatii, zrozumienia, chęci słuchania. Nikt z nich nie wybrał takiego losu. W większości przypadków decyduje genetyka. Leczenie psychiatryczne jest bardzo skomplikowane i wymaga czasu. Smutna prawda jest taka, że polski system zdrowia nie jest w stanie tego udźwignąć (dla zainteresowanych więcej na ten temat pisałam przy okazji innej recenzji: link tutaj) a osoby potrzebujące pomocy skazane są w głównej mierze na samych siebie. Dlatego wsparcie rodziny i środowiska jest tak ważne, jeśli mają odnieść sukces w walce z chorobą.

Myślę, że książka jest pozycją obowiązkową dla wszystkich, którzy chcą pogłębić temat chorób psychicznych. Po tej lekturze zaczęłam zwracać uwagę na to, co dzieje się w mojej głowie. Jakie myśli mnie bombardują, co mnie cieszy, a co jest powodem smutku. Próbuję wsłuchać się w siebie, aby zrozumieć, jak radzę sobie z moimi strachami. Zrozumiałam też, jak cenne jest zdrowie psychiczne.

 

 

Tytuł: Życie pozapsychotropowe

Autor: Karol Neubauer

Podziel się: