Martwy sad

Zbrodnia bez motywu

Dawno nie czytałam kryminału z prawdziwego zdarzenia, dlatego z ciekawością sięgnęłam po „Martwy sad” Mieczysława Gorzka. Zbrodnia i jej sprawca od zarania dziejów fascynują czytelników i tacy autorzy jak Agatha Christie czy też Arthur Conan Doyle już bardzo dawno temu narzucili dość wysoką poprzeczkę w tym temacie. Fani kryminałów są niemiłosiernie wymagający uwielbiają być nieustannie zaskakiwani. Jest to bardzo trudne z uwagi na to, że schemat tego gatunku pozostaje wszystkim doskonale znany. Obecnie na rynku królują autorzy ze Skandynawii, dlatego miło było przeczytać perełkę rodzimego pisarza.

Główny bohater

Pierwsze strony powieści od razu tworzą klimat, który autor będzie pielęgnował aż do samego końca. Jest doświadczony policjant, zagadkowe morderstwo, nierozwiązane zbrodnie sprzed kilkudziesięciu lat, zaginiony brat i sprawa życia, w której nie chodzi tylko o zawodowe ambicje głównego bohatera. Komisarz Zakrzewski jest tym typem gliny, którego można od razu polubić. Marcin wzbudza w czytelniku pozytywne emocje. Rutyna zawodowa nie doprowadziła go do skrzywień na psychice. Chociaż sprawy, z którymi musi mierzyć się codziennie powinny już dawno mu zaszkodzić.

Przy takiej lekturze cieszę się, że mam nudną, biurową robotę. W porównaniu do komisarza Zakrzewskiego widok trupa nie byłby dla mnie obojętny. Skoro już o trupach mowa jest ich w książce naprawdę sporo. W parze z martwymi ciałami idą naturalistyczne opisy, które czytałam z nieukrywanym obrzydzeniem. Mój żołądek skurczał się do rozmiarów orzecha włoskiego, przez co tak chętnie spożywane przeze mnie w trakcie czytania przekąski, nie przechodziły mi przez gardło.  Wracając jednak do naszego głównego bohatera w moim odczuciu, to nie tylko sympatyczny facet, ale też bardzo samotny. Praca jest dla niego wszystkim, czemu trudno się dziwić, i póki, co żadna kobieta z tą pasją nie wygrała.

Postaci drugoplanowe

Pozostałe postaci to przede wszystkim koledzy z pracy Zakrzewskiego, przełożeni, prokuratorzy, koleżanka Kaśka, do której nasz bohater ma szczególnie ciepły stosunek, koledzy ze szkolnych lat, rodzice i potencjalny morderca, o którym dowiadujemy się dopiero na sam koniec. Bohater, jak na prawego policjanta przystało, ma ze wszystkimi postaciami bardzo poprawne i ułożone stosunki. Oprócz jednej. Paulinę zna jeszcze z czasów szkoły średniej i już wtedy nie za bardzo za nią przepadał. Relację Marcina i Pauliny można sparafrazować znanym powiedzeniem: „trafiła kosa na kamień”. Atrakcyjna brunetka, złośliwa i trochę nieobliczalna niespodziewanie zostaje jego przełożoną w sprawie, która jest dla niego szczególnie ważna. Chodzi o zaginięcie jego brata – Ryśka sprzed 30 lat, które trafiło do policyjnego Archiwum X.

W celu rozwiązania sprawy brata Marcin musi wrócić na „stare śmieci”. Tam trochę lepiej poznajemy dość osobliwego bohatera powieści – samego diabła. Przewija się on w snach głównego bohatera i jego wspomnieniach z czasów dzieciństwa. Powtarzane w książce przez różnych bohaterów zdanie: „Widziałem jak diabeł chodzi tam na palcach” przyprawiało mnie o dreszcz przerażenia. Po za tym to nie lada gratka dla fanów zespołu COMA, którego piosenka pt. „W chorym sadzie” stała się inspiracją dla autora do napisania swojej powieści. Czytanie książki w towarzystwie tego utworu tworzy osobliwy klimat, gdzie zbrodnia wisi w powietrzu

Fabuła i miejsce akcji/zbrodni

Nie ma kryminału bez zbrodni. Jednak w przypadku tej książki na jednej zbrodni się nie skończyło… W związku z czym komisarz Zakrzewski ma ręce pełne roboty, dlatego dużo się przemieszcza. Autor bardzo  dokładnie określa każdą drogę, którą bohater pokonuje.

Trzy minuty później wyjechał na Mińską. Skręcił w prawo. Chciał jechać przez Pilczycką, ale przejazd kolejowy był zamknięty, więc pojechał prosto i skręcił w Szczecińską. Na Lotniczą w kierunku Leśnicy wyjechał w okolicach Stadiony Miejskiego.

Taki zabieg nadaje całej akcji bardzo dużej autentyczności. Razem z bohaterami przemierzamy prawdziwe ulice i zaglądamy pod autentyczne adresy. Na pewno książkę bardzo ciekawie się czyta mieszkańcom Wrocławia i okolic, którzy mogą nawet wiedzieć dokładnie jak dana ulica lub miejscowość wygląda. Ja posiłkowałam się w tym zakresie niezastąpionym Google Maps i też sprawiało mi to dużo frajdy.

Na potrzeby każdej recenzji staram się trochę napisać na temat fabuły, ale w tym przypadku chyba się powstrzymam. Opis od wydawcy, na okładce książki, jest wystarczająco szczegółowy i chyba nie ma sensu abym dokładała swoje dodatkowe „5 groszy”. Powiem tylko, że śledztwo jakie prowadzi główny bohater jest opisane równie precyzyjnie, co jego położenie geograficzne. Autor zadbał o to, żebyśmy mogli przyjrzeć się działaniom policji i ich zmaganiom w rozwiązywaniu spraw zarówno tych bieżących, co i bardzo odległych w czasie. Pod tym względem niczego tej książce nie zabrakło. Z kolei sami policjanci są równie „prawilni”, co i autentyczni wspomagają się różnymi używkami, aby poradzić sobie ze stresem w swojej pracy.

Zbrodnia doskonała

Nigdy nie wykryta wbrew pozorom nie jest marzeniem żadnego sprawcy, bo w psychotycznych umysłach morderców zbrodnia, o której nikt nic nie wie nie ma żadnego sensu. Tak też jest z czarnym charakterem tej powieści. Igra z losem, prowokuje, chce być widziany, ale nie tak żeby go złapano. Główny bohater i jego współpracownicy łamią sobie głowy, żeby odkryć sprawcę masakry jakiej się dopuszcza od dłuższego czasu. Nie wiadomo jaki ma motyw. Okres czasu w jakim działa jest zbyt długi aby robiła to tylko jedna osoba. Czy jest możliwe aby było ich więcej? Do tego dochodzi dylemat moralny, z jakim musi się zmierzyć komisarz Zakrzewski. Końcówka książki wbija w fotel. Z czystym sumieniem mogę polecić tą pozycję każdemu miłośnikowi gatunku.

Po raz kolejny książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Bukowy Las, za co w tym miejscu pragnę serdecznie podziękować. Kilka słów od wydawcy na temat książki możesz przeczytać tutaj.

 

 

Tytuł: Martwy sad

Autor: Mieczysław Gorzka

Podziel się: