Marsjanin

 

Robinson Crusoe na Marsie

Jak to jest być pozostawionym samemu na planecie, której warunki odbiegają od określenia ich jako przyjaznych do życia. Ze świadomością braku możliwości kontaktu. I nawet jeżeli ktokolwiek zorientuje się w naszym położeniu i podejmie próbę ratunku to i tak, najprawdopodobniej nie zdąży przed naszą nieuchronną śmiercią. Czy jest możliwe przeżycie na obcej planecie w surowym klimacie, bez wody i jedzenia? Czy bycie zdanym na samego siebie, w beznadziejnym położeniu, motywuje do działania, czy pogłębi poczucie bezradności? To są tylko niektóre pytania jakie nasuwają się przed, po i w trakcie czytania książki „Marsjanin”. W przypadku tej historii najpierw obejrzałam film potem przeczytałam książkę. Tak dobrą, że nie przeszkadzała mi znajomość zakończenia.

Fabuła

„Marsjanin” to nietypowa pozycja. Fabuła doskonale nadaje się na film, co Hollywood wykorzystało ze wspaniałym skutkiem. To historia człowieka, Marka Watneya, pozostawionego na Czerwonej Planecie przez członków misji marsjańskiej. W wyniku nagłej i bardzo gwałtownej burzy zostaje ranny podczas, gdy reszta jego kolegów z pracy dociera do statku i ucieka na Ziemię. Bardzo traumatyczne dla bohatera wydarzenie, jest początkiem jego walki o przeżycie w warunkach, w których graniczy to z cudem. Jednakże Mark jest nie tylko zdeterminowany, ale bardzo pozytywnie nastawiony i robi absolutnie wszystko aby zminimalizować zagrożenie i zwiększyć swoje szanse. Poza tym posiada także kilka innych przydatnych cech. Z wykształcenia jest botanikiem, w misji na Marsa pełnił funkcję technika. Można określić go mianem „złotej rączki”. Dzięki wrodzonej umiejętności rozwiązywania problemów naprawia, rozbiera i dostosowuje do własnych potrzeb Hab i wielomilionowy sprzęt, pozostawiony tu przez NASA.

Rozplątałem łóżko Martineza, zabrałem na zewnątrz sznurek i przymocowałem taśmą, kadłuba, wzdłuż linii zaplanowanego cięcia. Tak, oczywiście, taśma klejąca działa niemalże w próżni. Taśma klejąca działa wszędzie. Taśma klejąca jest magiczna i powinna być czczona.

Prawdziwy Marsjanin

Główny bohater sam siebie określa mianem Marsjanina. Jest jedynym, najdłużej żyjącym człowiekiem na Czerwonej Planecie. W prawie wszystkim, co robi, jest pierwszy. Udaje mu się założyć plantację ziemniaków. Jest prawdziwym pionierem, który potrafi stworzyć coś z niczego. Przygody Marka Watneya to nie tylko pasmo nieustających sukcesów. Każdy dzień jest dla niego walką o przetrwanie. Nie poddaje się ponieważ nie chce umrzeć, ale Mars go nie rozpieszcza i chwila nieuwagi może kosztować go życie.

Problemem był wydech. Wiecie, ile tlenu pochłaniacie z powietrza z każdym oddechem? Ja też nie wiem, ale przecież nie 100%. Z każdym wydechem dodawałem więcej tlenu do systemu. Nie dotarło to do mnie wcześniej. A powinno. Jeśli płuca pochłaniałyby cały tlen, oddychanie metodą usta-usta by nie działało. Jestem takim durniem, że o tym nie pomyślałem. I moja durnota prawie mnie zabiła!

Naprawdę muszę być ostrożniejszy.

Dobrze, że spaliłem większość wodoru przed wybuchem. Inaczej to byłby koniec. A jak widać, eksplozja nie miała tyle siły, żeby rozerwać Hab. Ale miała tyle siły, żeby prawie to zrobić z moimi błonami bębenkowymi.

Styl

Książka w dużej mierze jest dziennikiem głównego bohatera przeplatanym z rozdziałami opisującymi misję ratunkową. Narracja prowadzona jest w pierwszej i trzeciej osobie. Autor bardzo szczegółowo opisuje poczynania Marka Watneya na Marsie i serwuje czytelnikowi powtórkę z fizyki, biologii a nawet matematyki. Książka to prawdziwa naukowa uczta. Język jest przystępny na tyle aby umożliwić zrozumienie nam świata z jakim musi się zmierzyć Marsjanin. Popularno naukowe wyjaśnienia przerywane są żartami bohatera, który nawet w obliczu śmierci potrafi śmiać się przede wszystkim z siebie. Nie uważam się za znawcę kosmosu, ani nawet nauk ścisłych. Lubię sięgać po literaturę naukową, aby nauczyć się czegoś nowego. „Marsjanin” jest pozycją, która nie tylko zapewnia rozrywkę, ale także przybliża tematy naukowe nawet opornemu laikowi.

Podsumowanie

Odpowiadając na pytania z pierwszego akapitu mojego wpisu muszę stwierdzić, że nie jestem najlepszym kandydatem na misję marsjańską. Ale należy podkreślić, że nie trzeba znaleźć się na obcej planecie, aby zmierzyć się z własnymi słabościami. Optymizm i wiara głównego bohatera jego nieustanna walka o życie, umiejętność planowania i rozwiązywania problemów są godne podziwu. Każdy z nas, po przeczytaniu książki, może pobrać dla siebie bardzo przydatną lekcję, jak należy radzić sobie z przeciwnościami losu. Ponadto jest to jedna z tych książek, tak bardzo zachwalających naukowe osiągnięcia ludzkości, że nic innego nie zostaje jak tylko czytać i poznawać otaczający nas świat. I mimo upływu czasu rozbudzony apetyt poznawczy nadal nie udało mi się zaspokoić. I ciągle odczuwam głód wiedzy.

 

Post scriptum

Ostatnio sama wybrałam się na „Marsa” 😉

 

Grindavikurbær, Islandia

Nawet śnieg tam popadał 🙂

Krýsuvík, Islandia

P.P.S. Mam nadzieje, że zdjęcia mojego autorstwa Wam się podobają. Póki, co jestem w trakcie pisania artykułu o Islandii. Zajrzyjcie za jakiś czas.

 

Tytuł: Marsjanin

Tytuł oryginału: The Martian

Autor: Andy Weir

Tłumaczenie: Marcin Ring

Podziel się: