Jak nie udało mi się zostać fit. Droga do zmiany nawyków

 

Daremne próby

Trudno jest mi zliczyć ilość prób, które podejmowałam aby rozpocząć zdrowy tryb życia.

Za każdym razem, kiedy nabierałam nie chcianych kilogramów z impetem rzucałam się na drakońską dietę połączoną z aktywnością fizyczną. Szło za tym obsesyjne liczenie kalorii, ważenie porcji, odliczanie minut do kolejnego posiłku. Wszystko zgodnie z harmonogramem. Wówczas wydawało mi się, że robię to „dla zdrowia”. Nie jestem w żaden sposób zawodowo związana ze sportem, czy też z dietetyką. Moje zrywy kończyły się po paru miesiącach (zazwyczaj przez wakacje) i wracałam do mojego normalnego trybu kanapowca. Efekty moich sprinterskich wysiłków były krótkotrwałe pomimo swojej powtarzalności. Dodatkowo okupione bólami zastanych mięśni i stawów oraz rozregulowanym metabolizmem. Droga do zmiany nawyków jest bardzo trudna.

Czy zawsze potrzebny jest cel?

Przyjrzyjmy się mojemu zachowaniu trochę bliżej.

  1. Przyczyna: nadmierne kilogramy 
  2. Cel: schudnąć
  3. Środki: trening i dieta
  4. Czas: od 1 do max 3 miesięcy

Pomimo posiadania motywacji, celu, środków, a nawet planu nigdy nie wyrobiłam w sobie nawyku „bycia fit”. Dlaczego? 

Trening i dieta były jedynie środkami do uzyskania celu tj. zrzucenie nadmiernych kilogramów. Po jego osiągnięciu nie miałam dalszej motywacji do podejmowania tego katorżniczego dla mnie wysiłku. Pomimo tego że moje zgubione kilogramy powracały, nigdy nie wyrobiłam w sobie nawyku ćwiczeń i zdrowego jedzenia. Nadmierne skupienie się na celu powodowało zupełne zignorowanie pozostałych ważnych elementów zachowania, które na dłuższą metę mogą przynieść o wiele lepsze korzyści. Dużym problemem pozostaje utarty schemat myślenia nakierunkowany na daleką przyszłość, w której napewno wszystko zrealizujemy. Kiedy już ta przyszłość następuje po naszych planach zaciera się nawet wspomnienie.

Metoda małych kroków

W dzieciństwie (dawno, dawno temu) lubiłam zbierać różne rzeczy. Kolorowe karteczki do segregatorów, naklejki z gum, żetony z chipsów. Jak się trafiały „powtórki” zawsze można było się z kimś wymienić i poszerzać swoją kolekcje. Największym szacunkiem na podwórku cieszył się ten kto miał najwięcej. Tym samym jako dziecko wyrobiłam sobie nawyk nazwijmy go „zbieractwa”. Nie miałam wystarczających środków aby wykupić w kiosku wszystkie gumy i stworzyć całą kolekcje naklejek za jednym razem. Raczej byłam zmuszona do zastosowania metody małych kroków. Z tygodnia na tydzień stawałam się posiadaczką coraz większej ilości pożądanych przez wszystkie moje koleżanki przedmiotów kolekcjonerskich. Idąc tak niewielkim nakładem siły i energii dając sobie czas na zmiany można sukcesywnie zmienić nawyki, które uwierają nam w codziennym życiu.

Powracając do moich prób bycia fit wystarczy, że skrócę okres. Zamiast snuć plany na kolejne lata powinnam dobrze przemyśleć nadchodzący tydzień. I tak jeden po drugim zmierzać do realizacji swoich założeń. Na przykład: w tym tygodniu pójdę trzy razy na spacer i codziennie zjem warzywo. Przekładając to na 52 tygodnie w roku jest szansa, że wejdzie mi to w nawyk. Tylko czy jestem w stanie wytrzymać tyle czasu? I tu należałoby się zastanowić nad zagadnieniem silnej woli.

Jest to mój drugi artykuł o tematyce nawyków. Jeżeli Cię zainteresował to zapraszam do lektury poprzedniego link tutaj.

 

Podziel się: